W Polsce tylko jedna z sześciu uzależnionych osób podejmuje leczenie. Dlaczego tak mało? Dlaczego decyzję o podjęciu terapii podejmuje się tak późno? Na pytania te spróbuje odpowiedzieć Jan Chodkiewicz, kierownik zespołu terapeutów Helping Hand

Analiza dawniejszej i współczesnej literatury poświęconej podejmowaniu leczenia przez osoby uzależnione od alkoholu zgodnie wskazuje, że tylko niewielki ich procent podejmuje w ciągu życia jakąkolwiek próbę terapii. Na przykład Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne podaje, że w USA leczenie podejmuje średnio mniej niż jedna na dziesięć osób z diagnozą uzależnienia! Inne dane amerykańskie szacują ten wynik na 1:5 lub 1:6 (włączając w to osoby, które próbują trzeźwieć wyłącznie poprzez uczestnictwo w ruchu Anonimowych Alkoholików). Podobne dane (1:5) płyną z Wielkiej Brytanii, a prawie tak samo (1:6) jest według badaczy w Polsce.

Zbyt późno rozpoczęta terapia alkoholowa

Jakie następstwa niesie ze sobą późne rozpoczęcie terapii? Niestety bardzo poważne:

  • wraz z postępem zaburzenia (a występuje to u większości uzależnionych) wzrastają szkody (zdrowotne, psychologiczne, rodzinne, zawodowe). Więc uzależniony i jego najbliżsi coraz bardziej cierpią;
  • jednocześnie wraz z rozwojem choroby i szkodami, które powoduje, staje się ona coraz trudniejsza do leczenia. W rezultacie wiele osób, które rozpoczynają terapię odwykową jest bardzo głęboko uzależnionych, a więc pomoc im jest bardzo trudna. Ta zależność dotyczy obok alkoholizmu wszystkich chorób - czym są bardziej zaawansowane, tym trudniej się je leczy. Dlatego tak ważna jest rola wczesnego rozpoznania wdrożenia pomocy.

Dlaczego zwlekamy? Stygmatyzacja i stereotypy

Przyczyn (zwanych barierami), jak zwykle w tego typu problemach, jest wiele i leżą one zarówno po stronie osób uzależnionych, jak i społeczeństwa.

Po stronie społeczeństwa jedną z barier jest poczucie stygmatyzacji oraz stereotypy społeczne, nadal występujące w stosunku do osób uzależnionych od alkoholu. Badania prowadzone w wielu krajach pokazują, że w porównaniu z osobami cierpiącymi na inne problemy psychiczne, osoby uzależnione od alkoholu rzadziej uważane są przez otoczenie za chore, natomiast częściej za odpowiedzialne za swój stan. Osoby te były bardziej niż inni odrzucane społecznie, budziły też większą liczbę negatywnych emocji.

Wiele osób nadal uważa alkoholików za osoby „zepsute”, o bardzo słabej woli, pełne złych zamiarów, kłamiące, agresywne, oszukujące i manipulujące.

Badani przeze mnie studenci oraz lekarze pytani anonimowo o skojarzenia dotyczące osoby alkoholika wymieniali najczęściej określenia pejoratywne. Z dużą dozą negatywnych emocji („zły człowiek”, „krzywdzi innych”, „egoista”, „niedojrzały”, „zero”, „lump”, „degenerat”), a w mniejszym stopniu skojarzenia obiektywne („człowiek chory”, „wymaga pomocy”, „traci kontrolę”). Z kolei w przeprowadzonych w Warszawie i okolicach badaniach dotyczących stygmatyzacji osób uzależnionych, wywiady prowadzone z pacjentami terapii odwykowej również wskazywały na silne poczucie społecznego odrzucenia. Pacjenci odczuwali dyskryminację zarówno w sytuacjach, gdy pili, jak i wówczas, gdy leczyli się w poradniach. Ci, którzy mieszkali w małych miastach, jeździli leczyć się gdzieś indziej, by nie zauważono, że korzystają z „takich” ośrodków. Natomiast mieszkający w Warszawie, z tych samych przyczyn leczyli się w ośrodkach zlokalizowanych w innych dzielnicach niż te, w których mieszkali. Wizerunek osoby uzależnionej od alkoholu związany był, ich zdaniem. Z niskim statusem społecznym i majątkowym, specyficznym wyglądem, stylem życia oraz stosowaniem przemocy i agresji w życiu codziennym. Podjęcie leczenia traktowane było przez osobę uzależnioną jako ostateczność, przypieczętowanie etykietki„alkoholika”. Mimo prób korekty piętna przez udział w terapii i zmianę stylu życia, obraz społeczny osoby uzależnionej nie ulegał zdaniem badanych poprawie - etykietka alkoholika utrzymywała się także po zakończeniu leczenia. Badani obawiali się ujawnienia faktu podjęcia leczenia ze względu na stygmatyzację ich samych i bliskich. Jest oczywiste, że takie podejście otoczenia utrudnia podjęcie terapii i wytrwanie w niej.

Przyzwolenie i błędne przekonania

Drugą barierą społeczną są występujące w naszym społeczeństwie nadmiernie przyzwalające normy (reguły) dotyczące picia. Przyczyniają się one do namawiania do picia osób niechcących pić, zmuszania ich do tłumaczenia, jakie są przyczyny ich abstynencji, a nawet często upokarzanie i krytykę niepijących. Ponieważ nie każdy w takiej sytuacji potrafi przyznać się do „wstydliwego” problemu, wielu kłamie, mówiąc, że biorą antybiotyki, są chorzy etc. Te normy powodują również u wielu rozważających podjęcie terapii lęk, że stracą znajomych, staną się wyrzutkami i obiektem kpin.

Z kolei po stronie osób problemowo pijących i uzależnionych źródło tkwi w błędnych przekonaniach, które posiadają. Badania pokazują, iż osoby uzależnione często żywią przekonanie, że ich problem alkoholowy ustąpi samoistnie. „Samo przejdzie”, „Wystarczy, że ograniczę, a ustąpi”. Uważają tak częściej kobiety w porównaniu z mężczyznami, że, ogólnie rzecz biorąc, terapia odwykowa nie pomaga i nikt nie jest i nie będzie w stanie im pomóc (tu z kolei przodują mężczyźni), że powinni sami poradzić sobie z problemem („jak będę chciał, to przestanę”), a pomoc z zewnątrz jest zbędna, oraz że brak im „siły woli” do walki. Przekonania mogą dotyczyć też przewidywanej negatywnej oceny społecznej („bliscy odrzucą mnie, gdy dowiedzą się o uzależnieniu”), osobistego charakteru zaburzenia („nie jestem w stanie nikomu o tym powiedzieć”, „to zbyt wstydliwe, by tym się dzielić”) oraz poczucia ograniczenia wolności, jakie niesie terapia.

Terapię odwykową porównuje się często do pobytu w wojsku lub więzieniu, do czego, niestety, przyczyniają się czasami środki masowego przekazu.

W tym obszarze podstawowym problemem jest jednak przekonanie, występujące u około 90-95% uzależnionych, mówiące, że po prostu… nie potrzebują leczenia, nie mają problemu albo ich problem jest bardzo słabo nasilony. Zdanie wielu Autorów to najważniejsza i podstawowa bariera dla rozpoczęcia terapii (niezauważanie, minimalizowanie i racjonalizowanie przyczyn problemu).

Autostygmatyzacja

Jest jeszcze jedna bariera. Otóż szereg badań wskazuje, iż osoby uzależnione o wyższych dochodach i wyższym poziomie wykształcenia istotnie rzadziej podejmują leczenie odwykowe. Co do możliwych przyczyn tego stanu rzeczy wymienia się większą autostygmatyzację (uzależnienie nie pasuje do obrazu własnej osoby). Przekonanie, że ma się „więcej do stracenia” w sytuacji ujawnienia własnego problemu lub mniej głębokie konsekwencje związane z piciem w tej grupie osób.

Z powyższych i wielu innych niewymienionych tu jeszcze przeze mnie przyczyn, osoby mające problem alkoholowy nie podejmują często nawet jego prób diagnozy. Aby to przełamać, warto wiedzieć o kilku faktach:

  • diagnoza problemu umożliwia zobaczenie „w jakim miejscu” jesteśmy, jeśli chodzi o używanie alkoholu. Może być to picie niskiego ryzyka, picie ryzykowne, szkodliwe i dopiero uzależnienie,
  • jeśli picie spełnia kryteria picia problemowego, istnieje wiele sposobów pomocy, terapia w zamkniętych ośrodkach często nie jest konieczna,
  • obecnie obok programów ukierunkowanych na całkowitą abstynencję istnieją również programy ograniczenia picia (POP). Terapia nie musi się wiązać z wizją dożywotniej abstynencji,
  • stygmatyzację przełamują skutecznie np. aplikacje, z których korzystanie jest anonimowe.

Może więc warto spróbować dać sobie pomóc?

Wyciągnij do nas rękę!

Autor: dr hab. psych. Jan Chodkiewicz

Zostaw komentarz

Your email address will not be published. Required fields are marked *